Gajowy przypilnuje
Po poniemieckich bunkrach w Konewce i Jeleniu chodziłem parę lat temu, kiedy jeszcze teren w Konewce był szczelnie ogrodzony, a na bramie wisiał napis “Teren wojskowy. Wstęp wzbroniony”. Wstęp nie był aż tak wzbroniony, bo wszedłem przez dziurę w płocie.
Zarówno w Konewce, jak i Jeleniu bunkry już wówczas były dość solidnie ogołocone z wyposażenia. Najgorzej było z bunkrem w Jeleniu, który pod koniec lat 90. został porzucony przez Centralę Rybną (tak!) w Łodzi. Złodzieje ukradli wówczas wszystko, co się dało: szyny kolejowe, podkłady, kable elektryczne, a nawet drewniane wrota. Policji raz udało się złapać złodzieja, który ciągnął stalową szynę maluchem po leśnej drodze. Chcę przez to powiedzieć, że wszystko powinno mieć swojego gospodarza. A już szczególnie obiekty zabytkowe.
Bunkry koło Tomaszowa należą do naprawdę wyjątkowych obiektów na świecie. Każdy długi na ponad 300 metrów, na 9 metrów wysoki, ukryty w leśnych ostępach. Na dobrą sprawę, nie wyjaśniono do dziś, jakie było przeznaczenie tych obiektów, wzniesionych przez Niemców w latach 1940-1941. Mroczna zagadka, gigantyczne rozmiary – to wszystko przyciąga turystów. Przyciąga także oko Nadleśnictwa Spała. Być może oko to kłuje zaradność dzierżawcy i stąd pomysł, żeby podzielił się on wszystkim, co mu tam do kieszeni wpływa. Nawet jeśli te zyski są symboliczne. Z punktu widzenia nadleśnictwa, nie będzie żadnej różnicy, jeśli w razie plajty dzierżawcy odda bunkry komu innemu. A jak nie odda, to postawi gajowego z dubeltówką i będzie pilnował bunkrów przed złodziejami . I turystami.
Sławomir Sowa
Autor artykułu: